Jak przekuć porażkę w sukces

[W życiu bym nie pomyślała, że tak to się potoczy!]

Odnosisz porażkę? Ciesz się! To Twoja jedyna droga do sukcesu.

Takie hasła mogą nas mocno odstraszać, bo brzmią jak pseudo coaching z rozbawiającej nas po pachy (choć może jednocześnie przerażającej!) serii filmików młodych, rozgorączkowanych mówców motywacyjnych wykrzykujących nam na całe gardło “Jesteś zwycięzcą!!!”.

Spokojnie. Daleko mi od takich krzykaczy.
Marzy mi się za to pokazać Ci dziś nieco inną perspektywę porażki.

Zanim jednak to uczynię, to przyznam się Tobie, że jeszcze do niedawna uciekałam od porażek i przykrych sytuacji jak od ognia.

Czy dobrze na tym wychodziłam?

Niekoniecznie. Prewencja i przezorność są oczywiście dobrymi cechami, jednak sam strach przed porażką i wszelkimi jej konsekwencjami paraliżował mnie mocno w działaniu. Jednym słowem — proaktywność, będąca jest pochodną sukcesu, nie była mi szczególnie bliska.

Patrząc choćby na nasze podwórko i nasze perypetie (np. moje i moich licznych Klientów) z nauką języka obcego, możemy zadać sobie przy tej okazji pytanie: Ile razy nie odezwaliśmy się (za granicą czy w kontaktach z obcokrajowcami), bo zwyczajnie baliśmy się porażki na tym polu?

Strach przed porażką sprawia, że jesteśmy po prostu bierni.

Inna perspektywa porażki, czyli Jak przekuć porażkę w sukces.

Dokładnie rok temu postanowiłam, że stworzę przestrzeń Agata’s Way™, która będzie miejscem dla każdego, kto pragnie czegoś więcej w życiu. Przy okazji, jak to przystało na wizjonera, powstało w mojej głowie mnóstwo innych (i to całkiem dobrych pomysłów 😉 ). Jednym z nich było stworzenie innowacyjnych kursów, które pomogłyby każdemu w przyszłości nie tylko sprawnie komunikować się w języku angielskim, ale swobodnie czerpać z bogatych zasobów anglojęzycznych, jakie oferuje nam choćby świat Internetu.

W listopadzie 2020 roku wykupiłam platformę na najbliższy rok, która miała gromadzić moje pierwsze kursy. Chciałam bazować tylko na autentycznych materiałach, które pomogłyby nam naturalnie wejść w prawdziwy świat anglojęzyczny. Ale jak to zrobić, żeby naturalnie zanurzyć się w ten świat bez konieczności wyjazdu za granicę? Jak stworzyć taką bezpieczną symulację?

“Nie będę wiedzieć, dopóki nie zacznę działać” – pomyślałam. Innymi słowy: „Clarity comes from engagement.” Przełom grudnia i stycznia był bardzo pracowitym okresem. Zaczęłam testować na moich Klientach. Byli niemalże tak rozentuzjazmowani, jak ja. Jednak kiedy byłam już bliska sprzedaży pierwszego kursu na szerszą skalę, nagle firma, u której wykupiłam komercyjną licencję na quizy, zmieniła swoje zasady. Kilkaset godzin pracy, co ja mówię więcej niż kilkaset godzin, zostało zwyczajnie zaprzepaszczonych … Przynajmniej tak mi się wtedy wydawało.

Chciało mi się płakać. Byłam wściekła i smutna jednocześnie. Jednak zaszłam już tak daleko i zainwestowałam już tyle zasobów, że przecież nie mogłam powiedzieć teraz swojemu marzeniu i swojej wizji NIE!
Minęły kolejne tygodnie, gdzie z uporem maniaka, na pół przytomna przeczesywałam Internet w poszukiwaniu rozwiązania. Czytanie tysiące umów, lampka nadziei, potem znowu fałszywy alarm i rozczarowanie. I tak w kółko.

Moment zwrotny

I znalazłam. Coś mnie nagle oświeciło podczas oglądania kursu online w zupełnie innej tematyce. Tak po prostu.

Zaczęłam tworzyć interaktywne filmy, które żadne e-booki i podręczniki nie zastąpią doświadczenia immersji językowej. Sama w to nie mogłam uwierzyć.

Moi Klienci dopingowali mi i sami nie dowierzali całemu procesowi przemiany kursów. “WOW. Czegoś takiego jeszcze nie widziałam! Czegoś takiego po prostu nigdzie nie ma!” – przekonywali mnie.

Wydawało się, że kryzys został zażegnany.

Niestety, biznes to nieustanne eksperymentowanie i niewygodne próbowanie bez obietnicy, że się uda. Ci, którzy już osiągnęli spektakularny sukces, mówią, że dopiero za 99. razem coś zaczyna wychodzić.

A ja byłam przekonana, że z takimi kursami podbiję świat, a przynajmniej Polskę!
Pomyślałam więc — stworzę na zachętę letnie wyzwanie dla każdego.
Nauczyłam się tworzyć reklamy na FB z pomocą dobrych dusz. Zainwestowałam znowu czas, pieniądze i energię. I …

Nikt nie przyszedł z zainwestowanej reklamy. Pojawili się natomiast moi wierni Klienci. 💜

Na wieńczącym wyzwanie spotkaniu, moi Klienci zaczęli sami z siebie wychwalać moje kursy i moją osobę wierząc, że w ten sposób nakłonią innych do zakupu kursu oraz do zostania z moją osobą na dłużej. W pewnym momencie śmiejąc się i wymachując rękami, powiedziałam im: „Stop, stop! Tu są sami swoi. Nie ma komu tu niczego reklamować!”

Tak naprawdę jednak wcale nie było mi do śmiechu. Po zakończonym spotkaniu na żywo z wyzwania, jego uczestnicy byli jeszcze długo zachwyceni jego przebiegiem, możliwością spotkania innych podobnie myślących uczestników i samymi treściami z mini kursu. Nikt jednak nie wiedział, poza moim mężem, że po rozłączeniu się z platformy online, dosłownie schowałam głowę w poduszkę i się rozpłakałam. Pomyślałam wtedy, że miesiąc moich i mojej wirtualnej asystentki  intensywnych przygotowań poszedł na marne. Tak naprawdę jednak to był płacz skumulowany po dobrym pół roku różnych potknięć i porażek.

Przyszedł czas na analizę.

Minęło kilka dni, a ja zaczęłam analizować i dociekać. Co się dokładnie zadziało? Co powinnam innego zrobić następnym razem?
I nagle zrozumiałam, że moje emocje na chwilę zagłuszyły to, czego cały czas nie słyszałam i nie widziałam. Moi Klienci potrzebowali częstszych takich integracji. Z kolei osoby spoza mojej społeczności niekoniecznie miały ochotę uczyć się z samym tylko programem online. A ja przecież nie jestem stworzona tylko do nauczania języka. Ten etap jest już dawno za mną. Za to mogłam sprząc, to w czym jestem dobra, czyli w:

  • budowaniu atmosfery zaufania w grupie
  • tworzeniu jakościowych, nowoczesnych i przemyślanych materiałów edukacyjnych
  • umiejętnym wykorzystywaniu narzędzi z pogranicza coachingu i rozwoju osobistego

z potrzebami moich obecnych i przyszłych Klientów, czyli m.in.:

  • nadzoru i wsparcia od mentora oraz innych osób podobnie myślących
  • motywacji, inspiracji, a czasami kopniaka do działania od grupy i prowadzącego
  • przemyślanego programu rozwoju, który pomoże w odkrywaniu i osiąganiu swoich celów.

Wszystkie kropki zaczęły mi się łączyć w całość i na wierzch wypłynęła nieśmiała, wieloletnia już myśl/marzenie o stworzeniu klubu/przestrzeni rozwojowo-językowej.

Pierwsza pilotażowa edycja już trwa. Bez żadnej reklamy ani agitacji z mojej strony uzbierała się grupa ambitnych, ciekawych świata i siebie ludzi. Harmonogram drugiej edycji właśnie tworzę. Już wygląda na bogaty. A to dopiero początek. W ramach przyszłego abonamentu będzie dostęp do szkoleń, konwersacji, coachingu grupowego i innych “atrakcji rozwojowo-językowych” w języku polskim i angielskim.

Moją misją jest bowiem dać każdemu możliwość rozwijania się i realizowania swoich marzeń.

[Można jeszcze zapisać się na miesięczny okres próbny w pierwszej edycji –> kliknij i sprawdź.]

Pierwsze podsumowania

Dziś już wiem, że:

✔️  to nie koniec moich upadków, kryzysów, poszukiwań i eksperymentowania
➡ i bez nich nie byłabym tu, gdzie jestem;
✔️ osoby, które ze mną współpracują, są mi wdzięczne, za zmiany jakich doświadczają w swoim życiu
➡ i dzięki temu wiem, że to, co robię, jest zwyczajnie dobre i potrzebne;

✔️ dodatkowo muszę trzymać w ryzach swoje emocje, planować i działać małymi krokami każdego dnia.

Konkluzje

Być może nie raz już słyszałeś/słyszałaś, że to my decydujemy, jak reagujemy. Tak! I to również my decydujemy, jak upadamy! Mój mentor, światowej klasy ekspert w dziedzinie przywództwa, John C. Maxwell mówi, że możemy upaść do tyłu albo do przodu.

Co to znaczy?

Upadając do tyłu, możemy rozpamiętywać przeszłość, użalać się nad sobą, nad niesprawiedliwym losem i nie tylko stać w miejscu, ale wręcz cofać się w naszej podróży życia. Upadając do przodu jednak możemy zrobić gigantyczny krok ku lepszemu. Jeśli tylko obiektywnie spojrzymy na nasz upadek, rozgryziemy przyczyny tego potknięcia się i wyciągniemy odpowiednie lekcje z tego epizodu, to nie tylko będziemy mądrzejsi, silniejsi, ale skorygujemy nasz chód i kierunek naszego marszu.

Podczas mojego niedawnego lajwa mówiłam również o tym, że szczególnie podczas porażek należy:
✔️ traktować je jak normalne i konieczne wydarzenie w naszym życiu;
➡ nie unikać ich za wszelką cenę, bo to zabije naszą proaktywność;
✔️ dobrze zarządzać swoimi emocjami, tak by one nie zrobiły tego za nas;
➡ wierzyć cały czas w siebie i swoją wizję; być lojalnym wobec siebie i nie zdradzać siebie przy byle potknięciu;
✔️ konsekwentnie działać każdego dnia oraz budować swoją samoświadomość;
➡ być pokornym — nie skupiać się za dużo na sobie, a na tym, co można zrobić;
✔️ przyjąć odpowiedzialność za swoje porażki, a nie zrzucać winę na okoliczności i inne osoby;
➡ zawsze wyciągać lekcje z naszych doświadczeń.

Powtórkę transmisji można obejrzeć tu –> kliknij i  obejrzyj.

Uwielbiam zdanie Thomasa Edisona 💡, który powiedział: „Nie odniosłem porażki 10 000 razy, ale udowodniłem, że te 10 000 sposobów nie działa. Kiedy wyeliminuję nieskuteczne sposoby, znajdę ten, który działa.”

Właśnie z takim podejściem możemy zmienić całkowicie naszą perspektywę.
Kiedyś bym tak nie pomyślała, ale dziś poniekąd cieszę się na widok porażki. Ponieważ dzięki niej i odpowiedniego do niej podejścia wiem, że jestem bliżej swojego celu.

Spotkanie, które czeka właśnie na Ciebie.

A jeśli tylko masz ochotę, zapisz się na darmowe spotkanie LC MasterMind na temat kryzysu oraz przywództwa w czasie kryzysu.

Zaplanowałam jedno spotkanie w języku angielskim i jedno w języku polskim. Można się zapisać na nie, klikając w poniższe linki ⤵
spotkanie po polsku 
spotkanie po angielsku

Dbajmy o siebie,

A.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Scroll to top