Czy pozwalasz innym udręczać siebie?

Czy pozwalasz innym udręczać siebie?

Czy zdarza Ci się, że nie podoba się Tobie czyjeś zachowanie w mniej czy bardziej bezpośredni sposób krzywdzący Ciebie lub Twoich bliskich? Czujesz, że tak nie powinno być, bo w jakimś stopniu cierpisz czy męczysz się w zaistniałej sytuacji a jednak… milczysz? Nie reagujesz?

Trzy tygodnie temu moja przyjaciółka wyznała mi, że wróciła do swoich mocy przerobowych dopiero we wtorek, po trudnym dla niej weekendzie. „Jak to?” – dopytywałam się. Okazało się, że prawdopodobnie nowi sąsiedzi piętro niżej urządzili dość długą i głośną imprezę. Nigdy wcześniej takich problemów moja przyjaciółka nie miała w swoim miejscu zamieszkania. „Nie poszłaś i nie powiedziałaś im, że nie możesz spać i żeby zachowywali się ciszej?” – zapytałam. „Nie, bo pomyślałam, że to tylko ten jeden raz. Przeżyję. A może to tylko ja jestem taka wyczulona i przewrażliwiona …” – odpowiedziała mi z lekkim zawahaniem w głosie. Po tygodniu sytuacja powtórzyła się – tym razem było to głośne trzaskanie drzwiami i basy przenikające przez ściany, słyszalne do samego rana i udaremniające sen.

Dziwnym zbiegiem okoliczności, ostatnio żaliła mi się też moja Klientka. Tym razem chodziło o sąsiadów trzymających psa na balkonie. Czworonożna pociecha znudzona mocno zawężoną perspektywą swojego świata szczeka z ekscytacją na wszystko co się porusza od popołudnia do 23:00. Szczekanie roznosi się tym bardziej nieznośnie, że balkon znajduje się od wewnętrznej części osiedla. Zapytałam się, czy poszła do sąsiadów powiedzieć im o uciążliwym ujadaniu psa. „Nie. Wiesz, nie chcę wyjść na zołzę. Poza tym, może to tylko mi tak przeszkadza. Może jestem przewrażliwiona.” – usłyszałam w odpowiedzi.

I o niedowierzanie! Chyba niewygodne zadawanie pytań zemściło się na mnie i sprawiło mi psikusa. Tydzień temu, na moim osiedlu miałam mini wydanie klimatu z letniej nocy na Starym Rynku. Do północy bezlitośnie formujące się grupy na środku osiedla urządzające sobie zabawy, śmiechy (wszystko pod okiem i oknem ochrony) i równocześnie toczące się przynajmniej dwie w zasięgu mojego wzroku dość liczne imprezy na tarasach w blokach naprzeciwko. Mija pierwsza godzina. Myślę – „Dobra, to w końcu piątek. Może zaraz się uciszy. Może za chwilę przeniosą się gdzieś na miasto.” Mija kolejna … Myślę – „Kurczę, może to ja jestem przewrażliwiona … Może to tylko mi przeszkadzają te odgłosy …” Walczyłam długo z sobą. Ale skoro było za głośno nawet dla mojego męża, którego generalnie hałasy mało „ruszają” to ostatecznie przyjęłam inicjatywę mocno po północy i choć częściowo rozwiązałam problem z grupami hałasującymi i zakłócającymi ciszę nocną na samym dziedzińcu. I wtedy, w środku nocy i niemocy pojawiło mi się takie głośne, krzyczące pytanie: Dlaczego większość oddaje swoje prawo do spokoju i wypoczynku głośnej mniejszości??? Nowi sąsiedzi mojej przyjaciółki, jedna rodzina nie umiejąca zaopiekować się psem i grupki osób imprezujące w centrum osiedla. Przecież nas, doświadczających niedogodności (naturalnie w różnym stopniu w zależności od stopnia naszej wrażliwości), jest chyba większość? Olśniona tym pytaniem w odpowiedzi na niezgodę zadałam to niewygodne pytanie na grupie osiedlowej. (…)

No… i to był poniekąd błąd. Pierwszy raz w życiu zostałam oficjalnie shejtowana. W sumie mam to już za sobą 😉 Choć prędzej spodziewałabym się hejtu płynącego tutaj, na Inspiratorce i na Inspiratorkę …

Mniejszość znowu była przy głosie. Usłyszałam (przeczytałam) między innymi, że moje komentarze są kretyńskie, mam kupić sobie zatyczki do uszu a najlepiej won, za miasto się wyprowadzić (o zgrozo, mnie rasowego i starego mieszczucha chcą wygonić!). To tak w telegraficznym skrócie.

Byłam oszołomiona podwójnie z powodu: 1) braku snu do wschodu słońca – bo spanie przy zamkniętych oknach z tlącymi się pokrzykiwaniami do piątej rano jest mocno utrudnione; 2) niezrozumienia oczywistych zasad (np. współżycia, bo cisza nocna to niczyje widzimisię; a jednak, jeśli panuje w naszym pięknym kraju niezgoda co do oczywistych zasad to jak możemy mówić o konsensusie w kwestiach bardziej metaforycznych? To pytanie postawiło mnie jeszcze bardziej na baczność i mocno zatrwożyło.).

Zastanawiam się, co jest przyczyną naszego braku reakcji. Czy jest to strach przed atakiem inaczej myślących i wyjściem przed szereg, brak wiary w swoje prawa i potrzeby, wybrakowana miłość do siebie, a może to tylko zwyczajny brak przysłowiowych jaj?

Czy ja daję się innym udręczać?

Większość mojego życia można powiedzieć siedziałam cicho w strachu przed konsekwencjami i konfrontacją. Cierpiałam. Z drugiej strony, bywały momenty, w których potrafiłam zażarcie bronić pewnych idei, praw, sprawiedliwości. Dziś uczę się bardzo powoli asertywności i odrabiam zaległe zadania domowe z całego życia.

Wiem, że ciężko jest wyjść przed szereg. Mi też jest trudno wychodzić z niego pisząc o niezręcznych dla nas sprawach. Ale mówię: basta! Jeśli nie będziemy podejmować małych kroków czy choćby prób, to nasze gardła będą na zawsze ściśnięte. One będą nam odbierać radość, przywołując niewygodne wspomnienia o naszym cichym z przeszłości przyzwoleniu na pogwałcenie naszych praw. Retrospekcje te będą naszym stłumionym krzykiem sumienia. I będziemy się dalej przysłowiowo kisić we własnych pozamykanych mieszkaniach, cierpieć na brak snu, a w konsekwencji zgadzać się na pogorszenie naszego komfortu życia.

Pomimo poczucia niesmaku po osiedlowym incydencie jaki zaznałam, myślę, że jeśli moja interwencja zmusi do zastanowienia się choćby jednej osoby przed zorganizowaniem głośnej „party” w godzinach ciszy nocnej, to ten mały krok można nazwać wielkim sukcesem. A gdyby każdy z nas poczynił takie małe, niełatwe kroki to …

Możesz Ty i mogę ja. Nie dajmy przyzwolenia na targnięcie się na nasz spokój i naszą przestrzeń… Tym bardziej, że brak reakcji wobec uciążliwego otoczenia to tylko czubek góry lodowej tego, na co możemy innym przyzwolić.

Dbajmy o siebie,
A.
PS A jeśli uważasz, że jest ktoś, kto nie ma odwagi zawalczyć o swoje, podziel się proszę z nim tym postem.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Scroll to top

Inspiruj się regularnie:)